+

"Książka to najlepszy przyjaciel człowieka. Książka nie ocenia, książka rozumie."

Archiwum

Statystyka

Szukaj na tym blogu

Najpiękniejsze książki z mojej półki ❤

Brak komentarzy:
Co jest takiego niezwykłego w papierowych książkach, czego nie ma w ich elektronicznych odpowiednikach? - zapytał ktoś kiedyś na jednej z grup czytelniczych. Muszę przyznać, że to bardzo ciekawe pytanie. W końcu często jest tak, że sięgamy po coś wcale się nie zastanawiając dlaczego to robimy. Wynika to z najzwyklejszego przyzwyczajenia, czy jednak kryje się za tym coś jeszcze?

Od zawsze jestem zwolenniczką papierowych książek. Z pomocą ekranu czytam jedynie na Bloggerze lub Wattpadzie, ale prawdopodobnie gdybym tylko dostała w łapki papierowe wersje tych wszystkich blogów i opowieści, to właśnie je bym czytała. Nigdy się nie zastanawiałam, skąd wynika moje upodobanie. Po prostu tak było, jest i będzie. Ale tamto pytanie kazało mi się nad tym dokładniej zastanowić.

Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że w elektronicznych książkach brakuje mi wielu rzeczy, z którymi właśnie książki mi się bardzo kojarzą. Pierwszą taką rzeczą są na pewno same kartki. Uwielbiam je lekko gładzić, przewracać i po prostu czuć ich fakturę pod palcami. Kolejny jest ten cudowny zapach tuszu i papieru. Dobra, może nie każda książka tak ładnie pachnie, ale jest tyle innych, którymi można się naćpać...

W tym wszystkim najważniejsze są jednak okładki. Ich piękny wygląd, to jak dumnie stoją na półkach ukazując nam równie śliczne grzbiety. Lekko wypukłe, całe płaskie, twarde lub miękkie. Każda okładka ma w sobie coś pięknego, coś szczególnego dla całej książki. Może nie jestem największą okładkową sroką na świecie, ale okładki są dla mnie dość ważne. Po prostu lubię się czasem nimi pozachwycać. To, że często oceniam książki po okładce, przemilczymy?

Bibliotekę w moim mieście czeka niedługo przeprowadzka do innego budynku. Wiąże się to niestety z tym, że od września do końca roku (4 miesiące niczym 4 wieki...) będzie zamknięta. Pocieszające jest to, że został zniesiony limit wypożyczania jedynie pięciu książek. Można - lub trzeba, jak zwał, tak zwał - zaopatrzyć się na te ciężkie czasy, które niedługo nadejdą. Już od jakiegoś czasu korzystam z tej okazji i aktualnie mam około 30 książek. Nie mam pojęcia czy zdążę to wszystko przeczytać, ale proszę, nie rujnujcie mi marzeń. Już dwie takie wredne istotki mi wystarczająco je zrujnowały ;-; (Laura, Wiktoria, strzeżcie się! Zemszczę się jeszcze! xD)

Do tych z biblioteki dodałam swoje własne książki i te pożyczone. Potem zaczęły się wielkie eliminacje na Miss Książek. Kandydatek nawet sporo, więc nic dziwnego, że wybór był trudny. Po jakimś czasie zdołałam jednak wybrać 21 tomiszczy. Jestem z tego powodu bardzo dumna z siebie... no i oczywiście samych książek! W końcu to o nie chodzi.


Moje (lub nie moje) śliczności ❤














A czy wy macie książki, których okładki wam się tak bardzo-bardzo podobają? Jesteście okładkowymi srokami? I - najważniejsze - oceniacie książki po okładce? Możecie coś skrobnąć poniżej spokojnie, nie gryzę - ja drapię. Pozdrawiam cieplutko ^o^
















Ucieczka w dzicz - Erin Hunter

Brak komentarzy:
Koty są zwierzętami, o których zdania nie mogą być już bardziej podzielone. Przeciwnicy tych czworonogów narzekają na ich niezależność i nieczułość na los właścicieli. Natomiast kociarze broniąc ich przypominają o ich uroczym zachowaniu względem ludzi, których lubią.


Raczej każdy człowiek wie, że koty chadzają własnymi ścieżkami - temu nie mogą zaprzeczyć nawet najwięksi kociarze. Wiedzieliście jednak, że zwykły domowy kociak może być związany z proroctwem swoich dzikich pobratymców?

Co jest ciekawego w życiu, w którym codziennie dzieje się to samo? Dzień w dzień wieczorem dostajesz tą samą bezsmakową karmę, polowania możesz zaznać jedynie we śnie, a cały twój świat ogranicza się jedynie do własnego ogródka. I nie masz książek! Troszeczkę nudno, prawda? Główny bohater "Ucieczki w dzicz", Rdzawy, z pewnością by się ze mną zgodził. Ten kotek marzy o wolności, otwartej przestrzeni i wielu przygodach, więc nic dziwnego, że kiedy tylko ma ku temu okazję, zbiera się na odwagę i wyrusza do pobliskiego lasu.

Podczas swojego pierwszego polowania Rdzawy spotyka jednego z tych dzikich, przerażających kotów, które - jak głosi kocia plotka - grasują w okolicy. Co prawda Szara Łapa jest jedynie uczniem, a nie pełnoprawnym wojownikiem, ale z pewnością jest bardziej niebezpieczny niż te wszystkie domowe kociaki, z którymi miał dotychczas do czynienia Rdzawy. Kiedy dziki kot rzucił się z pazurami na głównego bohatera sprawa nie wygląda zbyt kolorowo. Jednak nasz rudy kotek poddaje się instynktom i broni się przed napastnikiem. Kto by się tego spodziewał?

Odważna postawa Rdzawego zaskakuje nie tylko młodego Szarą Łapę, ale również obserwujące całą sytuację dorosłe koty z Klanu Pioruna. Niedługo po "pojedynku" rudemu kocurkowi zostaje złożona propozycja dołączenia do tego kociego klanu. Jak możecie się domyślić nasz kot zgadza się i niedługo później zaczyna naukę w Klanie Pioruna już jako Ognista Łapa.

"Ucieczka w dzicz" jest książką, którą porównuje się do serii o Harrym Potterze. Niestety, ale ani trochę nie rozumiem tego porównania. Postacie w serii Erin Hunter są jedyne w swoim rodzaju. Nie da się ich porównać do jakichkolwiek innych.

Styl książki jest bardzo przyjemny, więc nie ma co się dziwić, że książkę czyta się - jak przystało na Klan Pioruna - w piorunującym tempie. Postacie są dobrze wykreowane, a ich zachowanie - bardzo kocie. Jest to zdecydowanie spory plus tej książki.

Jedyne do czego mogłabym się doczepić do okładka, która w moim odczuciu jest totalną porażką. Kolory są na niej zbyt nasycone, przez co ta wygląda dziwnie i nienaturalnie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jedyną rzeczą, która wyszła na dobre w tym nawaleniu kolorami są niesamowicie zielone oczy. Poza tym... Szkoda słów.

Natomiast jeśli chodzi o dodatki w środku książki to są to prawdziwe cudeńka. Przed prologiem możemy zobaczyć spis kotów z poszczególnych klanów. Jest to naprawdę dobry pomysł, bo na samym początku można się troszeczkę pogubić jak wyglądają poszczególne koty lub jaką funkcję pełnią w swoim Klanie. Taki spis nie jest jednak jedyną rzeczą, którą dostajemy razem z książką. Tuż przed prologiem możemy zobaczyć piękną mapę terenów zajmowanych przez wszystkie dzikie koty. Pomimo dużej ilości szczegółów jest ona czytelna. Brakuję mi słów, by opisać jaka jest śliczna *o*


Pierwszy tom "Wojownik" bardzo mi się spodobał. Książka okazała się idealna na tą upalną pogodę, jaka aktualnie nam towarzyszy. Kocie przygody pomogły mi pokonać kaca książkowego, a to naprawdę coś oznacza. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę sięgać po kolejny tom.

Hej kociaki, obiecuję, że wrócę! ♥

| Autor: Ein Hunter | Seria: Wojownicy | Tom: I | Wydawnictwo: Nowa Baśń | Ilość stron: 331|
| Ocena: 8/10 |












Emoji Book Tag

7 komentarzy:
W tym poście na pewno chciałam Was przeprosić za ponowną przerwę. Napisałam post o powrocie w jednym z najgorszych momentów w te wakacje, bo parę dni po opublikowaniu go wyjechałam. Niby mogłabym pisać na telefonie, ale blogger mi na nim świruje i nie potrafię go okiełznać. Mogłam też napisać parę postów do przodu, co w sumie byłoby chyba najwygodniejszym sposobem. W sumie to zaczęłam pisać dwa naraz, co okazało się błędem. Oba posty zdążyłam napisać do połowy, więc koniec końców nie miałam co opublikować.

Dzisiejszy post miał być gotowy na 17 lipca, ale - wstyd się przyznać - dopiero dzisiaj go zaczęłam. Chyba, że liczyć trzy zdania, które zdążyłam napisać.

17 lipca obchodziliśmy Światowy Dzień Emoji. Kolorowe emotki, które są tak popularne w internecie mają własne święto. Kto by się spodziewał?

Z tej okazji chciałam, żeby na blogu pojawił się tag nawiązujący do tego osobliwego święta. Co prawda Dzień Emoji już minął, ale żal mi porzucić ten pomysł i czekać rok tylko dla nawiązania.

(Pytania stworzyłam sama :D)


Zaczynajmy!


Książka, która rozśmiesza do łez.

W pierwszej chwili nie wiedziałam, co mogłoby tutaj pasować. Do głowy nie przychodziła mi żadna książka, która mogłaby być chociaż trochę zabawna. Jednak po krótkim zastanowieniu prawdziwym problemem okazało się wybranie tylko jednej. Na początku miał to być jeden z tomów Harry'ego Pottera, który jest czasem troszeczkę zabawny (głównie dzięki pewnym bliźniakom :D). Później zastanawiałam się nad którąś z książek Ricka Riordana, ale koniec końców wybór padł na "Więźnia Labiryntu", autorstwa Jamesa Dashnera. "Więzień..." oprócz wspaniałej historii, ma ciekawie rozbudowane elementy humorystyczne, które naprawdę potrafią czasem rozśmieszyć. Dialogi w tej książce są naprawdę świetnie napisane, a sposób w jaki rozmawiają postacie, jest bardzo naturalny. Nie wiem, co mogłabym napisać o humorze w tej książce (lub nawet całej serii). Może to, że go kocham?


Książka z najlepszą kanoniczną parą.

Oczywiście, że nie mogło zabraknąć jakieś wzmianki o miłości, w końcu prawie każda książka ma jakiś wątek miłosny.
Jest wiele par, od których dostaje napadów fangirlingu i nie potrafię zdecydować, która jest tą najlepszą. Na pewno jednym z moich ulubionych shipów jest ten ze "Złodziejki Książek". Stosunki pomiędzy Liesel a Rudym są moim zdaniem świetnie opisane. Za każdym razem, kiedy czytam "Złodziejkę..." i jest wzmianka o tej dwójce, mam szeroki uśmiech na twarzy i łzy w oczach. Po prostu ich uwielbiam!


Książka, o której masz odmienne zdanie niż większość.

Na "Krzyżaków" narzekała zdecydowana większa część mojej klasy, kiedy musieliśmy ją przerobić na lekcjach języka polskiego. Dwutomowa opowieść z wplatanymi archaizmami raczej nie cieszyła się szczególnym uwielbieniem wśród moich rówieśników. Sama czytałam "Krzyżaków" dość długo, ale kiedy ich skończyłam, doszłam do wniosku, że to naprawdę nie jest jakoś bardzo zła książka. Może nie nazwałabym ją najlepszą lekturą, jaką przerobiłam na lekcjach, ale nie była też najgorszą. Mało tego! Moim zdaniem książka Sienkiewicza pomimo tego, że ciężko się ją czyta, jest naprawdę dobra. Powinnam się schować za prawienie takich rzeczy?


Najgorsza przeczytana książka.

Moim zdaniem na to miano zasługują "Numery" Rachel Ward. Pomysł na to, by znać datę śmierci każdego mijanego człowieka jest naprawdę świetny, ale wykonanie... Książkę przeczytałam tak naprawdę z ciekawości, czy można odmienić czyjeś przeznaczenie. Zanim dotarłam do odpowiedniego momentu, miałam ochotę wywalić tę książkę przez okno niezliczoną ilość razy. W sumie to dzisiaj odkryłam jeden plus tego, że ją skończyłam; kiedy czytam inne złe książki, mogę je porównać do "Numerów" i stwierdzić, że jednak nie są aż tak złe...



Książka, w której zwierzęta odgrywają ważną rolę.

"Ucieczka w dzicz" Erin Hunter. Książka opowiada o losach domowego kociaka, który uczy się jak żyć w klanie dzikich kotów. Luźny styl autorki sprawia, że książka jest naprawdę dobra na kaca książkowego. Powieść może wydawać się troszeczkę dziecinna, ale to mi się w niej podoba. Spojrzenie na świat z perspektywy tych nieujarzmionych kotów jest tak urocze... Dobra, może mówię tak tylko dlatego, że bardzo lubię koty, ale cii. To ani trochę nie zmienia faktu, że książka mi się podobała. :D


Książka, którą powinno się czytać zimą.
Zima i lato to moim zdaniem najlepsze pory roku na czytanie. Na początku chciałam wspomnieć też coś o książkach idealnych na lato, ale nie potrafiłabym wybrać jednej, skoro jest właśnie lato. Takim sposobem została jedynie zima.
Książką, którą według mnie nie można przeczytać wcześniej niż w ostatnich dniach listopada jest "Oskar i pani Róża". Opowieść o Oskarze jest moim zdaniem zbyt smutna i klimatyczna, żeby czytać ją, kiedy na dworze jest ciepło, a promienie słońca tak irytująco radośnie odbijają się od kartek. Po prostu nie.


Książka w jakiś sposób związana z podróżą.
"13 małych błękitnych kopert" to powieść, która pasuje tutaj idealnie. Nie pamiętam jej zbyt dobrze, bo czytałam ją już parę lat temu, ale kiedyś bardzo mi się podobała. Główna bohaterka jest cały czas w podróży, zwiedza naszą wspaniałą Europę za tropem swojej ciotki. Historia wydaje się być naprawdę ciekawa i z pewnością do niej wrócę przy najbliższej okazji. Może nawet napiszę o niej coś więcej, kto wie... :D


Ta od której wszystko się zaczęło...

Nie wiem czy się nie mylę, ale książką która wzbudziła we mnie miłość do czytania, były "Dzieci z Bullerbyn". Jeju, jak ja kochałam tę książkę! Przygody dzieci z tej małej wioski tak mnie zafascynowało, że powieść Astrid Lindgren przeczytałam niezliczoną ilość razy, ostatnio chyba ze trzy lata temu. Na samą myśl mam ochotę do niej wrócić... 


Czytam aktualnie...

Dzisiaj zaczęłam z "Posłańcem" Markusa Zusaka. Po "Złodziejce Książek" mam dość spore wymagania co do tej książki - w końcu ten sam autor. Mam nadzieję, że "Posłaniec" temu podoła i okaże się równie świetny. ^-^




Na koniec, zanim nominuję innych do wykonania tego tagu, chciałam pozdrowić osoby, dzięki którym przeczytałam niektóre z tych książek nad którymi się rozpływałam tam wyżej. Jeśli to czytacie, to naprawdę dziękuję i mam nadzieję, że wiecie, że to o was mówię :D


Nominacje:

Olcia ze Złodziejki zapisanych stron
Basia z Ostatniej książkoholiczki
Ania z Out Of Love For Books...



To tyle na dziś.
Cześć i do następnego! ^-^


Powrót?

4 komentarze:
Od paru minut próbuję napisać sensowny wstęp do tego posta i nic. Nie wiem od czego powinnam zacząć. Może od początku? - mógłby ktoś powiedzieć. I tak, chciałam to zrobić, ale nie mam pojęcia gdzie jest początek tego wszystkiego.

Czy początkiem jest to, co jest teraz? A może początek był ponad rok temu, kiedy powstała pierwsza wersja "Ukochanych Historii"?

Z tego wszystkiego wzięło mi się na filozofowanie.

Rok temu w ostatnich dniach czerwca z inicjatywy mojej i Wiktorii powstały Ukochane Historie. Amatorski blog z jeszcze bardziej amatorskimi pseudo recenzjami książek. Opisywałyśmy we "wspaniały" sposób książki, które miałyśmy większą lub mniejszą przyjemność przeczytać. Czytając dzisiaj swoje twory myślałam, że spalę się ze wstydu.

Prowadząc tego bloga byłyśmy pełne zapału i chęci. Wena miała nam towarzyszyć przez naprawdę długi okres czasu, a Ukochane stać się naprawdę nieśmiertelne.

Jak pewnie wszyscy (o ile ktoś tutaj jest i to czyta) się domyślają - nie udało nam się to. Wszystko to o czym wspomniałam, znikło z głośnym PUFF, kiedy tylko rozpoczął się rok szkolny.

Nie mam zamiaru usprawiedliwiać się i twierdzić, że "to przecież nie nasza wina", bo to była nasza wina. Z całkowitą świadomością udawałam, że ten blog nie istnieje. Było mi wstyd, ale nie chciałam wrócić i twierdzić, że nic się nie stało. Albo - broń Boże! - przyznać do porażki i zamknąć Ukochane. W końcu wyparcie się, że miałam jakikolwiek związek z tym blogiem było o wiele prostsze.

Wczoraj zaczęłam pomagać przyjaciółce z jej własnym blogiem książkowym, który jest jak na razie w wersji próbnej. Żeby pomóc musiałam zajrzeć na Bloggera. Zignorowanie Ukochanych Historii, które cały czas czekały, nie było trudne. No bo hej! Robiłam to nieprzerwanie od wielu miesięcy.

Natomiast dzisiaj z czystej ciekawości zajrzałam na Ukochane i sprawdziłam statystyki. Kiedy je zobaczyłam zrobiło mi się naprawdę przykro. Ludzie, dalej nie mogę uwierzyć, że ktoś - może jedna osoba, może kilka zagubionych owieczek - dalej tutaj zaglądał. 

Czy kogoś zawiodłyśmy nie pisząc od tylu miesięcy? - zadawałam sobie to pytanie pisząc do Wiktorii z prośbą o sprawdzenie statystyk. - A może Blogger po prostu mi ześwirował?

Niestety, Wiktoria nie miała już tego konta (w ten sposób ogarnęłam, że na stronie nie było widać jej postów), z którego pisała. Wychodzi na to, że rzeczywiście mogła to być tylko pomyłka... Poza tym stwierdziła, że nie chcę jak na razie wracać, że może dopiero za kilka miesięcy. I jak już to założyłaby własnego bloga. 

A ja...? - miałam ochotę zapytać.

Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wrócić sama i spróbować jakoś to wszystko ogarnąć czy zostawić Ukochane? Bałam się skorzystać z obu opcji. Dlaczego nie ma tu Hekate z jej cudowną trzecią ścieżką? W końcu, co jeśli zdecyduję się wrócić, ale wena znowu zaniknie? Czułabym się z tym jeszcze gorzej, niż po poddaniu się już w tej chwili. 

Dobra, kończę już trucie. Niech stanie na tym, że byłam całkowicie rozdarta i prawdopodobnie dalej bym siedziała i myślała gdyby nie dwie wspaniałe osoby, którym naprawdę dziękuję.

Zmieniłam szablon, usunęłam stare posty i zaczęłam pisać ten. Nie mam pewności czy starczy mi siły woli, żeby kontynuować bloga, ale spróbuję. Jeśli znowu go w pewnym momencie opuszczę to przepraszam. "Przepraszam za przyszłą siebie", brzmi to jak jakiś durny żart o podróżach w czasie. 

No więc w sumie, powiedziałam wszystko co chciałam. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie tego więcej, ale taka ilość tekstu też jest dobra.

~ Do następnego
Aisak


© Agata | WS | x x.